środa, 11 marca 2015

Raczkująca gospodarka - Haxhi Dulla / Anna Raciniewska



Haxhi Dulla - Albańczyk z Kosowa. Studiował na Uniwersytecie w Prisztinie. Radny w gminie Suhareka. W 1989 zmuszony do emigracji. Od 23 lat mieszka w Polsce. Tłumacz języka albańskiego i serbskiego. W latach 2000 - 2009 tłumacz przy Polskim Kontyngencie Sił Pokojowych KFOR w Kosowie. Prezes Stowarzyszenia Polsko-Kosowskiego KOS-POL. Stara się mieszkańcom Kosowa przybliżać Polskę, a Polakom Kosowo.

Raczkująca gospodarka

pytania zadawała-Anna Raciniewska




Siedem lat niepodległości. Jak się miewa kosowska gospodarka? Czy nadal opiera się na handlu żywym towarem i opium?

(ze śmiechem) Opium w Kosowie nie produkujemy...

Mam na myśli przemyt.

Przemyt jest wszędzie, w każdym państwie.

Na czym więc opiera się kosowska gospodarka?

Kosowo ma małą gospodarkę, na razie - biznes rodzinny. To trudny temat - jak to w państwie, które powstaje po wojnie. Lata 80-te to rozpad komunizmu. Sama zmiana systemu wymaga czasu, żeby odbudować kraj. Tymczasem nie było czasu na odbudowę, bo zaraz wybuchła wojna. Kosowo to młode państwo, które przeżyło dwa kataklizmy.

Po wojnie aby się rozwijać trzeba było zrobić prywatyzację. Proces prywatyzacji przeciętnego państwa europejskiego z potężną gospodarką trwa długo. Co dopiero świeżo powstałego Kosowa. Prywatyzacja która miała być przeprowadzona uczciwie i demokratycznie, taka nie była. Ludzie zatrudnieni do tego procesu nie kryli swojego pochodzenia: chwalili się swoją działalnością podczas wojny. Tacy ludzie to są profiterzy, interesują ich tylko własne zarobki. Poza tym nie byli to fachowcy od gospodarki odpowiednio wykształceni, a mimo to właśnie oni zajęli sie prywatyzacją. To był pierwszy błąd.

Cały ten proces rozgrywał się na oczach wspólnoty międzynarodowej, bo Kosowo było protektoratem ONZ. Europa i świat były świadkami transformacji. I nie tylko. Brali też udział w tych wszystkich kombinacjach. Byli korumpowani, więc spokojnie przyglądali się błędom popełnianym przez moich rodaków.

W mojej miejscowości specjalizującej się w produkcji rolniczej zatrudnionych było 2 tysiące ludzi. Kilkaset hektarów terenów winnicy pewna osoba wykupiła za grosze. Produkcja chemiczna (przemysłowa), w której pracowało 3 tysiące pracowników wykupiona była za bezcen przez firmę turecką. Za mniej niż 1 procent! Zarobiły na tym jakieś jednostki, a co się stało z wszystkimi pracownikami?




Co się stało z tymi winnicami i fabrykami?

Ten człowiek, który wykupił tereny winnicy - teraz sprzedaje je na działki. Mimo że zobowiązał się prowadzić nadal działalnośc zgodną z profilem wykupionej firmy. Tak wygląda ten biznes.

Proces prywatyzacji przeprowadzony został przez tych, którzy się na nim nie znali, i to na oczach europejskich obserwatorów. A przecież mieli Kosowa pilnować.

W młodym państwie jak Kosowo zawsze pojawi się nepotyzm, korupcja, przestępczość zorganizowana. Tak będzie dopóki rząd Kosowa pod okiem Unii Europejskiej nie wybierze na stanowiska odpowiedzialnych ludzi: biorąc pod uwagę kwalifikacje, wykształcenie, a nie nazwisko i stopień pokrewieństwa. Korupcja jest obecna w Kosowie: nie tylko w instytucjach kosowskich, ale też w tych międzynarodowych. Rok temu w ramach europejskiej misji wymiaru sprawiedliwości EULEX miała miejsce afera korupcyjna, w której miliony euro poszły w niewłaściwe ręce, zamiast jako wsparcie dla gospodarki. Polska jako młoda demokracja też miała trudne sytuacje, choćby tak jak zabójstwo generała Papały. I potrzebowała dwadzieścia kilka lat czasu by "dorosnąć". Kosowo ma dopiero 7 lat. To jeszcze dziecko.

45 procent bezrobocia to przerażające dane. Nie obawiacie się, że to niepracująca młodzież to świetna grupa docelowa dla rekrutujących do islamskich organizacji terrorystycznych?

45 procent a nawet 50. To właśnie efekt prywatyzacji. Z trzech tysięcy zatrudnionych osób w zakładzie zostało 450. Po dziewięciu latach zostało ich 120. A tam gdzie jest bezrobocie, tam gdzie jest bieda - trzeba się bać. Kosowo jest na celowniku grup ekstremistycznych. Średnia wieku w Kosowie wynosi 26 lat, to jest chyba najmłodsze na świecie społeczeństwo. Ta młodzież nie jest w stanie zaplanowac swojej przyszłości i myśleć o dobru państwa. Siedzą na ulicy i nie widzą żadnych perspektyw: państwa czy nawet swojej własnej. Młodzież potrzebuje pójść na dyskotekę, pójść do kina, mieć samochód, założyć rodzinę: bo nawet jak z dziewczyną chce iśc do kawiarni - musi czymś zapłacić. Stają się więc celem grup ekstremistycznych. Europa w tym niestety pomaga: Kosowo jest jedynym państwem w Europie, którego obywatele muszą mieć wizę, żeby wyjechać poza swoje granice. Państwo, które do niedawna posiadało pełnię praw, i którego obywatele mogli po Europie podróżować. W czasach Tito – wspólnej Jugosławii - wszyscy mieli paszporty i bez żadnej wizy mogli jeżdzić tam dokąd chcieli. Dzisiaj w XXI wieku muszą się starać o wizę. Sąsiad z Serbii, Macedonii, Czarnogóry, Albanii nie potrzebuje pozwolenia, a Kosowo - tak!




Skąd te różnice między krajami Bałkanów?

Europa tak zdecydowała. Dziś jesteśmy świadkami takiej sytuacji: jeśli psa trzymamy na smyczy i nam się zerwie - ucieknie. Na początku tego roku można było obserwować nasilenie eksodusu młodzieży do Europy. Co się stało? Ludzie nie widząc perspektywy życia w Kosowie łapią się na plotki, w których zachęca się ich do wyjazdu do Europy: że Francja, że Anglia, że Hiszpania potrzebuje rąk do pracy. Uciekali więc z tego kotła. Sprzedawali swoje majątki, kupowali paszporty serbskie, macedońskie, czarnogórskie, bułgarskie, żeby tylko wyjechać za granicę - bo tam widzą przyszłość.

Granica Unii Europejskiej przebiega między Serbią a Węgrami. Uciekinierzy z Kosowa przekraczają bez problemu terytorium Serbii i węgierską granicę i zostają złapani dopiero na Węgrzech albo nawet w Niemczech. Serbia ma nieszczelną granicę i nie jest w stanie kontrolować, mimo unijnych wymogów, fali ucieczek.

Czy statystyki dotyczące emigracji mogą niepokoić?

Dużo osób wyjechało, dużo wraca. Początek 2015 roku to wyjazd 200 tysięcy obywateli. To dużo. Wyjechali za pracą do rodzin w Europie, które wyemigrowaly tam jeszcze w latach 70tych (po umowie między Jugosławią a Niemcami). Emigrują mieszkańcy wszystkich krajów bałkańskich. W przypadku Kosowa dodatkowo prowokuje do tego sytuacja wizowa. I chociaż statystycznie więcej mieszkańców naszych sąsiadów emigruje, afera robi się w momencie, kiedy zatrzymani zostają Kosowarzy, którzy na terenie Europy znajdują się - w przeciwieństwie do innych bałkańczyków - nielegalnie.Takie są efekty "muru berlińskiego", który stanął w samym środku Europy i odgradza Kosowo.




Co Pan sądzi o sytuacji na Krymie? Media rosyjskie piszą: „Putin postanowił zostać nowym Milošević'em”, „Krym i Kosowo mają wiele wspólnego: status autonomii, bazy wojskowe innych krajów na swoim terytorium, dążenie większości mieszkańców do niepodległości”, „W kraju autonomicznym Kosowo mieszkają Serbowie, Albańczycy, Turcy i inni. Naród „Kosowarów” nie istnieje. Kogo broniły tam Stany Zjednoczone? W Kosowie nie ma żadnego Amerykanina, a na Krymie mieszka 1,5 mln Rosjan”. Krym to powtórka Kosowa z 1999?

Kosowo i Krym to dwie różne sprawy. Przede wszystkim rosyjscy obywatele Krymu mieszkali tam sobie od zawsze, mówili w swoim języku. Na Krymie nie miało miejsca ludobójstwo. Rosjanie nie byli zmuszeni do opuszczenia Krymu, do ucieczki do Rosji. Żyli na terytorium Ukrainy bezpiecznie. W Kosowie w 1999 roku doszło do ludobójstwa. Ponad milion ludzi musiało opuścić swój własny kraj, swoją ojczyznę. Każdy ma prawo mieszkać w kraju, w którym czuje się bezpiecznie. Gdyby tak było w Kosowie - naród albański nie musiałby z niego uciekać. System rządów Milošević'a sprawił, że tak nie było. To był rząd, który mordował swoich obywateli. Unia Europejska potępiała działania na Bałkanach. Uchodźcy z Kosowa osiedlali się w Europie: Polska przyjęła 1400 ludzi. Nikt nie opuści własnego domu, jeśli nie zostanie do tego zmuszony. Ja jako uchodźca dobrze o tym wiem.

Putin - ten sam Putin, który 1999 roku krytykował wspólnotę międzynarodową, NATO, Unię Europejską i te państwa, które potępiały ludobójstwo w Kosowie - teraz porównuje Krym do Kosowa?




Czy obecnosc Amerykanów na Bliskim Wschodzie nie była przyczyna powstania Państwa Islamskiego? Nie będzie takiej analogii na Bałkanach? Kim Wy jesteście dla Amerykanów? Przeciwwagą prorosyjskiej Serbii? Czy to nie amerykańskie zaangażowanie w Kosowo pchnęło Serbie w rosyjskie ręce?

Amerykanie stacjonują nie tylko w Kosowie. Amerykanie są wszędzie (śmiech).

Tutaj w Polsce też mamy amerykańską bazę wojskową. Samoloty. To jest NATO. Mnie to dziwi, kiedy wszyscy mówią tylko: "Amerykanie, Amerykanie". Kosowo podzielone jest na pięć stref: niemiecką, francuską, amerykańską, włoską i brytyjską.

Jaki wpływ na Kosowo ma Turcja, jako kraj z zupełnie odmiennymi dążeniami politycznymi niż Kosowo. Mimo to w rządzie macie Turka.

Kosowo jest państwem multietnicznym na podstawie kosowskiej Konstytucji. 85 procent ludności to Albańczycy. Mieszkaja jednak w tym kraju także inne mniejszości narodowe, tak jak Serbowie, Turcy, Bośniacy, Cyganie itd. Turcja rządziła Bałkanami przez ponad 500 lat. Dziś na Bałkanach mieszka mnóstwo Muzułmanów. W Serbii mieszka ich tyle samo co w Kosowie - milion. I oczywiście na tle dużo liczniejszej w obywateli Serbii ten milion wygląda inaczej niż dominujaca liczba wyznawców Islamu w Kosowie. Meczetów znajdziemy jednak więcej w Macedonii niż w Kosowie. Mimo to Macedonii nikt nie nazywa "państwem muzułmańskim" tak jak Kosowa, w którym kilkanaście procent stanowią Chrześcianie. W Kosowie żyją obok siebie - w zgodzie! - Muzułmanie z braćmi katolickimi, prawosławnymi.




A kontekst polityczny?

Myśląc o przyszłości mieszkańcy Kosowa patrzą w kierunku Unii Europejskiej. Nie ku Turcji, ani nie w stronę Bliskiego Wschodu. Po wojnie Kosowarom potrzebna była każda pomoc. 90 procent domów było spalonych. Tutaj zaznaczę, że dobrze pamiętam o tym, że odwet był i w drugą stronę - Albańczycy palili domy Serbom. Uchodźcy wracali do Kosowa, nie mieli gdzie się podziać. Ta oczekiwana pomoc przyszła ze strony Europy. Ale także z innych źródeł. Nikt nie pytał skąd, bo było to nieistotne, gdyż nie posiadano nic. Wtedy też pojawiły się pewne wpływy z Bliskiego Wschodu, czy też z Turcji, która była najbliżej. Jednak gdy trzy lata temu przeprowadzono badania opinii publicznej pytając: "kogo chcielibyście tu mieć?" - Kosowarzy, nawet Turcy, powiedzieli: chcemy Europy.

Polska 26 lutego 2008 uznała niepodległość Kosowa. Wciąz jednak nie ma struktur dyplomatycznych: polskich w Kosowie i kosowskich w Polsce? Jak układa się współpraca nieformalna, choćby Stowarzyszenie Kos-Pol?

Są to sprawy dotyczące oczywiście rządów: polskiego i kosowskiego. Ale jako obywatel Kosowa mieszkający w Polsce myślę, że jest to kwestia tego, że niewielu nas mieszka w Polsce. Oficjalnie. Czy to Serbowie, czy Albańczycy przyznawali się prędzej do swojej narodowości niż do obywatelstwa kosowskiego, mimo że stamtąd pochodzą. Przez wiele lat podejście w Polsce do Kosowa było nienajlepsze. Co roku w rocznicę Niepodległości Kosowa w Warszawie odbywały się marsze antykosowskie. To się zmienia.

Polska terytorialnie jest objęta obsługą czeskiej i niemieckiej placówki dyplomatycznej. Polskie placówki zaś znajdują się w Skopje i w Tiranie i pokrywają Kosowo.

Wiosną 2014 roku doszło do spotkań ministerstw spraw zagranicznych i podpisano porozumienie, na mocy którego placówki miały być otwarte. 8 czerwca odbyły się wybory parlamentarne w Kosowie. Minęło ponad poł roku a wciąż nie udało się stworzyć rządu. I polska strona nie ma po prostu z kim podpisać umowy. Jak narazie nie ma więc realizacji tego porozumienia.




Czy fakt, że powstało Stowarzyszenie Polsko - Kosowskie nie jest sygnałem, że jest zapotrzebowanie na oficjalną współpracę?

Stowarzyszenie jest organizacją pozarządową. Powstało z inicjatywy Polaków i Kosowarów. Jest wielu Polaków, którzy nie dzielą Kosowa na Serbię i Albanię, znają i lubią ten kraj, szanują ludzi. Ale wiedza o Kosowie nie jest powszechna. Są Polacy, którzy pytają: "A co to: to Kosowo?". Chcemy mówić o tym, że wojny już nie ma, że nie jest to miejsce, w którym nadal strzelają i się zabijają. Kosowo leży w Europie. Żyją w nim dobrzy, gościnni ludzie. Pracują, utrzymują rodziny. Cieszą się z życia. Chcemy zmienić czarny PR Kosowa w Polsce. Często dzienniakarze, także w Polsce, zamiast przedstawiać prawdę szukają sensacji. Tworzy to nieprawdziwy obraz. Dziennikarze chwycą wszystko. Mogłbym dzisiaj puścić plotkę na temat Kosowa, zobaczymy co będzie w mediach jutro. To nie jest sprawiedliwe wobec mieszkańców Kosowa, oni nie zasługują na to. Chcemy to zmienić.

Polacy, którzy odwiedzili Bałkany to wiedzą. Myślę, że 90 procent turystów z Polski wraca z pozytywnym wrażeniem. To jednak jest dla mediów mniej ciekawe niż temat kontrowersyjny.




Turystyka. Skoro tak mogłaby zmienić europejskie wyobrażenia o Kosowie, czy nie jest sposobem na rozwiązanie problemów gospodarczych? W jakiej jest kondycji?

Kosowo to małe państwo. 10 tysięcy kilometrów kwadratowych - powiedzmy jak terytorium województwa opolskiego. Można je zwiedzić w ciągu jednego dnia. Turystycznie Kosowo jest integralną częścią Bałkanów.

Już w latach osiemdziesiątych znany był na tym terenie kurort narciarski Brezovica.Organizowano tam uniwersjadę. Jeden z pięciu wyciągów ma długość 2,5 km. To trzeba odwiedzić zimą.

Ciekawą atrakcją są Wąwozy Rugowy w Alpach Bałkańskich.

W miejscowości Gadime, 10 km od Prisztiny, jest jaskinia z czerwonego marmuru. Odkryta w 1974 roku teraz staje się atrakcją turystyczną.

W centralnej części Kosowa Wąwóz Rzeki Mirusha z 12 wodospadami. To jest taki krajobraz, którego piękna nie oddają żadne opisy, a nawet zdjęcia.

Dzięki zbudowaniu stabilnej gospodarki Kosowo jest w stanie stworzyć warunki dla turystyki. Ale już teraz Kosowo jest państwem stabilnym i oferującym wiele atrakcji turystycznych. 16 lat po wojnie bezpieczeństwa pilnuje 2 tysiące funkcjonariuszy policji europejskiej, 7 tysięcy policjantów lokalnych oraz 5 tysięcy żołnierzy NATO - na dwa miliony mieszkańców.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz