czwartek, 9 lutego 2017

Bloodsoaked Records - Nasze dwa ostatnie wydawnictwa



Bloodsoaked Records  


  - aktywny bardziej niż kiedykolwiek!

Nasze dwa ostatnie wydawnictwa:






INSTINTO - DIMONIS


 Cassette BSTAPE10 

Melodic neocrust/hardcore







VARDAGSHATGlesbygden Blues


  BSTAPE11

Hardcore punk/powermangel




Listen, worship, share, enjoy and keep supporting the underground scene!

Regards/Lyngfelt DRÅP & Bloodsoaked Records








środa, 8 lutego 2017

Jarosław Kapłon - Oswajanie chmur



Oswajanie chmur

Jarosław Kapłon





Meteopata

ciśnienie spada dzień przez to robi się nieskończenie długi i szary
duże krople wody uderzając o ziemię ulegają rozkładowi

PKP skutkiem tego odwołało kilka pociągów
rezygnując z podróży ogrzewam się w bufecie dworcowa

setka wódki krąży po żyłach obiega niczym informacja od ciebie
że nie zdążysz dlatego miłość musi zaczekać

nie patrzę na zegarek obserwuję autobus który wolno objeżdża rondo
czuję się irracjonalnie wśród tych nisko zawieszonych chmur

przesuwających się nad dachami jakby miały opaść
przysłonić całe to ospałe miasto



Godziny

po drodze kupię kilka płyt jakąś wódkę
jeszcze raz zatrąbię na ptaki 
będę przyglądał się z bliska tłumowi 
przechodzącemu przez jezdnię 
to wszystko by zagłuszyć ból 

nacisnę gaz nogi zadrżą ze strachu
myśli wymażą dzieciństwo 
dosięgnie mnie cień domu 
zimnego kubka herbaty 

przypomnę sobie jak siedziałem 
ubrany w marynarkę taty 
powtarzałem przecież kurwa
tak się staraliśmy tak się staraliśmy






W historycznej sprawie

najpóźniej jutro śnieg wycofa się na pozycję obrońcy
teraz uderza jasnym światłem rozmywa w oczach
ostatnie godziny ciemności gdzie nadzy szturmujemy sen
pod mięsistymi kołdrami wiatr rozbudza dzikie tumany szaleństwa
hordy uniesionych nóg po drugiej stronie ulicy szpital
na kształt punktu pierwszej pomocy

pomiędzy tym wszystkim formuje się obraz
pełen zamarzniętych ławek zasypanych samochodów
miękko lądujących ptaków a my wyprostowani
apelujemy o minutę ciszy za tych
co musieli wstać wcześniej



Przejście dla pieszych

oni po drugiej stronie jak armia gotowa do bitwy
i ja niczym cień nierównej konfrontacji
pokoju nie będzie wojny nie będzie jedynie barykady
z samochodów poukładane w poprzek ulicy

głośno bije serce na powrót napełnia się wspomnieniami
zdanie matki nie wiadomo skąd napomina
spójrz w lewo w prawo jeszcze raz w lewo

pamięć przywodzi dziecięce wyliczanki
gry na asfaltowej jezdni wystarczy cisnąć kamyk 
a nawał ruszy niezauważenie minie pasy 
krawężnik i zniknie jak gdyby nigdy nic



Lotnisko

kilka zapewnień przez megafon i herbata z automatu
robi się o wiele smaczniejsza bardziej wyrazista
tkwimy tu już tyle godzin jakbyśmy nie wiedzieli dokąd iść
powracając jedynie myślami do miejsc
po których utracie człowiek zostaje bezdomnym

z biletami w dłoniach czekamy na głos z samej góry
na życie a ono za wielkimi szybami przemija
w głowie rodzi się coraz więcej pytań coraz więcej obaw
bo przecież moglibyśmy tu pozostać patrząc jak inni
odlatują ku światłu a my tkwimy w dużej klimatyzowanej sali

niczym umarli oczekujący na bezwarunkową propozycję
ostatecznie odgrywając te same scenki co żywi
z tym że w niezrozumiałym języku






Rozstanie

to nie boli tak bardzo nie dolega omijam park zakochanych
bulwar nad rzeką kino przy rondzie chodzę głównymi ulicami
wdycham więcej zanieczyszczonego powietrza

zapuściłem brodę kupiłem trampki przestałem czytać
ckliwe wiersze pracuję w sklepie popołudniami wymyślam
mściwe piosenki słucham niemieckiej muzyki z lat osiemdziesiątych

podpatruję przez judasza sąsiadki nocą przychodzi do mnie
studentka z pierwszego piętra kładzie się do łóżka
mówi trzeba mieć więcej optymizmu







Jarosław Kapłon


- ur. 1972r we Wrocławiu. Poeta. Autor czterech tomów wierszy:
"Sprawy przyziemne"- 2012,"Grawitacja"- 2013, "Projekcja"- 2013, „Oswajanie chmur”- 2016.
Współautor tomiku wydanego wraz z Marzeną Bruś "W miłości chodzi o wszystko"- 2015.
Jego wiersze ukazały się w almanachach pokonkursowych jak i w antologii 
"Poeci Polscy 2016" (Pisarze.pl). Laureat Ogólnopolskich Konkursów
Literackich m.in. XVI Ogólnopolskiego i Polonijnego Konkursu Literackiego im. Leopolda Staffa.
Jego wiersze publikowane były w czasopismach takich jak; PKP Zin, Migotania, Szafie, Nestorze,
Ricie Baum, Interze, Wakacie, Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym, Wyspie, Salonie Literackim, 
e-Tygodniku Pisarze.pl, Internetowym Magazynie Kulturalno-Literackim Szuflada.net,
Kurierze Zamojskim, jak również na portalach internetowych. 
Obecnie mieszka i pracuje w Zamościu.


Zdjęcia na tej stronie są autorstwa Sylwii Kapłon .





czwartek, 26 stycznia 2017

KOCHANKA W TOALECIE - Kochalina Miłosna





Prolog

widzisz mi się zakneblowany, związany, uwięziony. Widzą mi się po nocach twoje wielkie, piwne oczy przepełnione strachem, zwątpieniem, lękiem. Widzi mi się twoje ciało posiniaczone, poobijane można powiedzieć że widzisz mi się chyba bierny, poorany, widzisz mi się jak mięso. Na sklepowej półce. Widzisz kiedyś dłubali we mnie gorzej niż w kurze na obiad, sama dłubałam w sobie do tego stopnia namiętnie, że nie ma we mnie ani krzty buntu wobec tego co czasem wychodzi spod płaszcza. Na ulicy, przy ludziach wesoło pogwizdujących sobie, na spacerze z ukochanym. Widzisz czasem lepiej prześwietlić siebie, nawet będąc przekonanym o swojej niewinności o swoich dążeniach o swoim celu w życiu, osobowości. Nigdy nie wiesz jakie stężenie alkoholu w organizmie uwolni z ciebie zwierzę, tak samo jak nigdy nie wiesz kiedy taką samą reakcję wywoła niepozorne zdarzenie, zwykła wymiana słów, gestów, nawet głupi wpis na facebooku. Nigdy nie wiesz kiedy rzucisz wściekle telefon, kiedy wstaniesz i nigdy już nie usiądziesz spokojnie. Pokręcisz się powiercisz przekręcisz i nigdy już odbicie w lustrze nie będzie miało twoich rysów. Zapewniam cię daj się oskubać do reszty, daj spożyć mięso, zdiagnozować twą chorobę, daj mi ją znaleźć w twoim małym cieplutkim i bezpiecznym światku. Kiedyś rolę się odwrócą i już nigdy nie spojrzysz na mnie jak padlina a ja być może nigdy nie spojrzę na ciebie jak drapieżca. Może będziemy leżeć wspólnie na sklepowej półce, może będziemy w przyszłości jak wilki jak inne dzikie zwierzęta rywalizować. A może nigdy już się nie spotkamy nigdy nie zobaczysz mojej drwiącej buźki, podskakującej głupkowato główki, czarnej jak smoła głowy. Nie usłyszysz nie dowiesz się nie wyrwiesz z letargu i uwierz mi na zawsze będziesz wyłącznie kupowany sprzedawany zwracany reklamowany wydalany zakopywany. Spójrz mi w oczy i choć raz w życiu wczuj się w role. Toaleta zamknięta na wszystkie cztery spusty życiowe. Tu i teraz po prostu bądź. Proszę wyjdź dziś z siebie i stań obok. To jesteś TY.






Kochalina Miłosna

KOCHANKA W TOALECIE 



Cukrowa panienka

zapomniałam o tobie cukrowa panienko
dyndaj na wisience dalej
unosząc swoje nóżki do góry
jak do góry unosiłam ciebie
i do góry unosi ten świat
kobiece ciało
z jego każdą
niedoskonałością
fałdką tłuszczu
dziś jestem o wiele bardziej skupiona w sobie
niż na zewnątrz
zjadam wisienki truskawki maliny
jedna po drugiej
a moje usteczka brudzą się zupełnie jak za tamtych lat
sokiem z tych owoców wytchnienia
dziś jestem już padnięta wyniszczona
zmęczona płakaniem ocieraniem oczu łez nosa
i na niewiele mi się zdają moje sny fabularne
i tak splamione są czernią która chyba już w moich żyłach
zafarbowała i nadal będzie postępować czasowo
to diagnoza smutniejsza niż rak i wyrostek
w tym wieku moja kochana
tańczysz mi nadal wokół domu
jak natchniona brudnym różem twojej tandetnej sukieneczki
wypruje z niej ciebie krok po kroczku
pożycz mi siebie cukrowa panienko
dosłodź mnie jeszcze jedną łyżeczką
dosładzaj moje lata odejmuj mi je
słodź
słodź
cudaczku
namiętnie
tylko
nie zaciskaj
mi pętli
nie uciskaj
mi gardła

( z cukru odlewa swój pomnik a prawdziwa ona zamienia się w pył)


*****

Tak się rodzą paranoje

pozwól mi napić się ze studni
z której piją wszyscy
oni chcą zobaczyć jak się staczam
oczekują tego

przymroczona
naga w brudnej wodzie
z jedną porwaną pończochą

nauczyłam się żyć z przywarą
jak wprawiona prostytutka
co dzień odpowiadam na te same
infantylne pytania

zabierz mi mózg bym nigdy
nie była mądra
zabierz mi go bym nigdy
nie cierpiała

w moim łóżku
pochowanych ich jest kilku
z dziurawymi rękami
z powybijanymi zębami

wampirków czekających
na świeżą krew
mój nadgarstek jak miłości skarbnica

chce być bita jak kobieta
chce być bita dopóki świat
nie zobaczy tego kim byłam naprawdę

obdarta ze skóry kości
wnętrzności
mała dziewczynka

śliniąca się
dławię się


ci którzy boją się że zmartwychwstanę
i tak nie poznają mojej twarzy
ci którzy jedzą moje ciało
umrą razem ze mną


*****
potrzebuję nowego rodzaju miłości potrzebuje nowego rodzaju ukłucia
chcę się zakochać w chłopaku biorącym heroinę w chłopaku zakochanym w narkotykach
mogłabym mieszkać między nimi a nim mogłabym dziesiątki razy ratować mu życie
mogłabym być zdradzana tylko z jego działką nigdy więcej innych kobiet
znaleźć go poznać wyciągnąć z tłumu
mogłabym się śmiać na całe gardło mogłabym przez chwilę odczuć dzikie szczęście
mogłabym przysiąść między ścianą a widokiem za oknem
z chłopakiem biorącym kokainę
moje kochanie ma takie błyszczące oczy moje kochanie rozgląda się wokół
złączę się z nim tak jak jego żyła z trucizną pocałuje go mrowiąc niczym strzykawka
potrzebuje nowego rodzaju pasji potrzebuje innej formy kochanka
który wydałby ostatnie pieniądze na narkotyki wrażliwego na każdy gest zagubionego
chłopca z nielegalnym towarem w kieszeni chłopca z pustym domem bez kluczy i rodziny
wiem jak się czuje człowiek na głodzie całe życie na głodzie miłości jak tania ćpunka
głodujmy razem bo w tym świecie nie ma ani pieniędzy ani miłości
prawdziwie aż po grób może kochać tylko osoba uzależniona obydwoje potrzebujmy pomocy
moim największym marzeniem jest spotkać chłopaka biorącego twarde dragi
zawsze miałam ułańską fantazję ale chłopak ingerujący w swoją własną świadomość
to jedyne o czym wciąż myślę mogłabym przyrzec wierność mogłabym przyrzec miłość
mogłabym całować się we krzakach i chować po krzakach z marzycielem
z jednym przykrym nałogiem z jednym jedynym cuchnącym kawałkiem gówna w jego życiu
bądźmy zbyt wrażliwi by nie odmówić sobie odlotu nie bierzmy od siebie nawzajem odwyku
patrzyłabym jak jego żyła współżyje ze strzykawką bez reakcji bez reakcji w bezruchu
mogłabym zakochać się w chłopaku który ma ciemniejszą stronę który ma tajemnicę
tylko nie zostawiaj mnie dla proszku nie zostawiaj mnie dla tabletek nie zostawiaj mnie dla ścieżki nie zostawiaj mnie dla towaru
nie zostawiaj mnie dla dawania sobie po kablach



mój ukochany
to cholerny grzejnik
każe mi się huknąć
tym samym co on
nasza miłość
w fazie zjazdu


*****


śniło mu się znowu że jest gwiazdą rocka. głośna muzyka, scena, pisk, wrzask. kobiety z ich spadającymi na ziemię stanikami. ich cycki sterczące jak niedojrzałe wisienki lub świeże kajzerki. tanie wino, energia, światła. i jego nagie prącie błyszczące na scenie zapewniające mu do końca życia status ikony,legendy, skandalisty, ekscentryka. śniło mu się to mokro przez całą noc. te hektolitry alkoholu, tony koksu. obudził się i wstał. „Mam 31 lat i nadal wydaje mi się że ktokolwiek chciałby oglądać mojego mikroskopijnego ptaszka poza moją dziewczyną? słuchać moich żałosnych pojękiwań do Pistolsów poza moją dziewczyną?” kobiety są jednak fundamentem męskości. zaakceptują pokochają wszystko. bylebyś się obudził lub czasami budził.


*****

dziura pochłania

zachłanna

od dzisiaj mój na zawsze jesteś!


*****

dopłyń
po czym
zrozum

ty nie masz wcale
przystani


*****

podmiot liryczny
jest całkiem pijany
więc wiersz się zatacza
pod nogi jak pies
nie głaszcz po nogach nie głaszcz po brzuszku
gęsty strumień moczu w górę
jak nasze splecione ręce gdy dotykamy nieba
jak nasze słowa gdy znajdują nić wspólną
wiersz proste słowa poznał nachalne metafory
forma jego w pijackich konwulsjach ucieka
tak więc został sam pod trzepakiem jak dziecko
pluje na trawnik starszej pani z pieskiem
z butelką taniego wina
raz dwa trzy
jeden fikołek za drugim
leży
od dzisiaj kocha przetarte kolana


*****

prosektorium

jego szczątki rozkładają się w moim mieszkaniu
całe mieszkanie pod pokrywą jego odoru
wszędzie gęsto od jego lepiących się kości
skóra przywarła cynicznie do podłogi

jego szczątki rozkładają się już dwa miesiące
cały mój dom przypomina prosektorium
czuje się jak morderczyni kobieta wyrodna
sama wyrzuciłam zwłoki i sama je co dzień tu przynoszę

jego szczątki rozkładają się w moim pokoju
bezsenne noce senne dnie
cichutkie subtelne dźwięki klawiszy
mam nadzieję że nie zgłodnieje więcej

jego szczątki rozkładają się w mojej głowie
mam całe myśli oblepione jego mięsem
tak tłuste i gęste jak pierwsze pocałunki
nie zjada się bliźniego swego

rozkładał się on bohatersko powoli
aż nagle zaśmierdziało zgnilizną
zepsuł się


*****

wyśniona kochanka
ach tak w końcu!
kobieta z twoich snów
kobieta z twoich słów
tak nierealna że musisz się uszczypnąć
szczyp też ja
do woli
wyśniona kochanka
robi wszystko to co chcesz
na kolanach na leżąco siedząco
najbardziej wyśniona gdy w rękę chwytasz nóż
chwytasz nóż


wyśniona kochanka
tak długo szukałeś
one wszystkie za dnia gorsze
sen stał się jawą stał się nią
ożyła i spuściła majtki
ożyła
dostała prosto w twarz
zrozumiała co powinna robić
jak powinna się zachowywać aby być wyśniona kochanką
życie potrafi być piękne a kobiety potrafią być wyśnione
wyśniona kochanka

wyśniona kochanka
wyśniona tak jak lubisz najbardziej
zbyt długo się starałeś by liczyć na przyjemność
siła to klucz do rozkoszy
władza to klucz do spełnienia
ona w końcu zrozumiała czego pragniesz
spójrz na jej dyndające cycuszki
czujesz to miłość do końca życia
ty kochasz kochasz z nożem w dłoni
wyśniona kochanka


wyśniona kochanka
żelazna niezłomna
gotowa na wszystko kobieta do przerzucania
na łóżko na fotel blat i podłogę
kobieta wyśniła się i przytrafiła
tarzająca się po ziemi bezwstydnica
przestało się śnić a zaczęło przytrafiać
wyśniona miłość
wyśniona kochanka kończy zawsze przed tobą
wystarczy pokazać jej naostrzony koniec noża

wyśniona kochanka
zaczęła się przytrafiać









Karolina Michałowska 
(Kochalina Miłosna) 
– poetka, pisarka, feministka, studentka dziennikarstwa. Żywo interesuje się seksuologią, muzyką, światem zwierząt, filmu, patologiami międzyludzkimi oraz polityką. Niedawno wydała debiutancką książkę „Kochanka w toalecie”, będącej wybuchową mieszaniną wierszy ( miniaturek oraz długich form), krótkich opowiadań i zapisków z pogranicza dziennika i felietonu. Ideą powstania „Kochanki w toalecie” jest przemycanie w pozornie naiwnych, cukierkowych formach ( w książce znajdziemy stary zapis z pamiętnika autorki, który traktuje o jej dawnej fascynacji zgrabnymi pośladkami kolegi ) treści, punktu widzenia feministycznego, z którym autorka jest bardzo zżyta. W tym celu pomaga jej, fikcyjna postać Kochaliny Miłosnej, kontrowersyjnej młodej kobiety. W tomiku nie zabraknie utworów traktujących o gwałcie, np. na niepełnosprawnej kobiecie, poronieniu ( „Czernienie”), własnej wizji patriotyzmu ( „Pola”) tęsknocie za dawną wolnością i uczuciu mentalnej starości ( „Cukrowa panienka”), braku poczucia własnej wartości ( „Calineczka”), utracie sensu życia ( „Bezpłodna”), nimfomanii („ Miód”)odlocie alkoholowym ( „Tak się rodzą paranoje”) jak i pragnieniu spełnienia cielesnego, dyskryminacji społecznej, seksizmie, naiwnej młodości, która zostaje obdarta ze złudzeń oraz „czysto miłosne” piękne utwory. Ciekawymi, odstającymi od formuły tomiku utworami są bez wątpienia „Cynamonowe popołudnia”- utwór dedykowany mamie artystki, nawiązujący do ich niegdyś praktykowanego rytuału wspólnego picia cynamonowej herbaty, jak i utwór poświęcony jej psu Leszkowi ( zginął pod kołami samochodu 2 miesiące po wydaniu książki). Kochalinę inspiruje przede wszystkim miłość oraz ukochana przez nią muzyka zimno falowa. Twierdzi, że dzięki takim artystom jak X-Mal Deutschland, Joy Division, Siouxsie and the banshees, Dead Can Dance, Fields Of the Nephilim, Cocteau Twins jest w stanie tworzyć i „odczuwać”. Prywatnie słucha jeszcze takich wykonawców jak: The Rolling Stones , The Stooges, The Sisters Of Mercy, Theatres Des Vampires, The Doors, Lacrimosa,The Damned, Ramones, Sex Pistols, The Cure, Bauhaus, , Hole, Fleetwood Mac, Patti Smith, Lydia Lunch, Alice In Chains, Blondie, REM, Bob Marley. Uwielbia również polskie, stare zespoły rockowe- nie tylko punkowe. Słucha min: Oddziału Zamkniętego, Daabu, Closterkellera, Siekiery, KSU, Dezertera, Sedesu, Kultu, Brygady Kryzys. Oprócz muzyki i miłości, inspiruje ją także nagość, obserwacja świata, natury,  alkohol, zdjęcia Bettie Page oraz...styl ubierania się i wizerunek piosenkarki Niny Hagen. Oprócz tego- Kochalina jest zagorzałą fanką horrorów, thirillerów i wszelakich filmów grozy. Uwielbia również westerny. Marzy o wzięciu udziału w produkcji typu „Blair Witch” ( pierwsza wersja),a jej ulubionym serialem są (prawie!) wszystkie części „American Horror Story”. Autorka kocha wyrażanie siebie poprzez wygląd zewnętrzny jak sama mówi jej styl ubierania jest połączeniem „starej ciotki klotki- z młodą rockmanką i lolitką” Uwielbia fiolety, panterkę, czerwone usta, tapirowane włosy, gorsety, miniówki, rozlazłe długie swetry, ćwieki, koszulki z zespołami, motywy serc, koronki, welur, odcienie szarości, dziecięce dodatki. Pali namiętnie jak lokomotywa. Pragnie posiadać mopsa oraz adoptować małą małpkę. Zawsze chciała zostać muzykiem rockowym oraz baletnicą i nadal wierzy że zostanie. Naturalna blondynka- 3 lata chodziła w czarnych włosach bo pragnęła być gotycka. Zajmowała się w tym okresie bardzo czynnie foto-modelingiem, ale odeszła, kiedy ktoś ją uświadomił, że nie wygląda na nich jak Bettie Page. Wcześniej pracowała również jako: konsultantka firmy kosmetycznej, sprzedawczyni w sklepie odzieżowym, recepcjonistka w dużej firmie telekomunikacyjnej, specjalista od umów dla klientów kluczowych ( również firma telekomunikacyjna). Obecnie pisze 2 tomik, powieść s-fi z zacięciem feministyczno-filozoficznym, marzy o nadaniu wierszom "muzycznej" powłoki i skupia się swojej miłości.  Chciałaby być wiedźmą. Wiedźmy są mądre.

sobota, 3 grudnia 2016

The Sabała Bacała - „Urodzeni w PRLu”



The Sabała Bacała 

wraca z drugą płytą



„Urodzeni w PRLu”


Rzeszowski zespół The Sabała Bacała wraca z nową porcją melodyjnych punk-rockowych numerów. Płyta „Urodzeni w PRLu” 
ukaże się 23 grudnia 2016 roku. Album w przedsprzedaży można zamówić już teraz przez stronę internetową zespołu www.thesabalabacala.com.

Utworem promującym płytę jest inspirowany książką Chucka Palahniuka numer „Carpe dzień (Fight Club)” z gościnnym udziałem Jakuba „Stana” Stańskiego z Warsaw Dolls. Na płycie można usłyszeć także Karola Pankiewicza z Mindfield oraz Pawła Leniarta z folk-metalowej grupy Diaboł Boruta.
>> Link do utworu: https://youtu.be/dwDSO1kP7dY <<

– Płyta „Urodzeni w PRLu” pokazuje współczesny świat widziany z perspektywy trzydziestoletniej młodzieży, czyli dzieciaków takich jak my, wychowanych na trzepaku, bez dostępu do internetu i portali społecznościowych – mówi Sylwester, wokalista, gitarzysta i autor tekstów The Sabała Bacała. 
– Nie wszystko nam się podoba i na nowej płycie wyraźnie to pokazujemy. Jest ostrzej, konkretniej i bardziej emocjonalnie niż na debiucie. Na pewno nie zabraknie zaskoczeń.

The Sabała Bacała to jeden z najbardziej aktywnych zespołów punk rockowych z Podkarpacia. Mają na koncie wydaną w 2013 roku debiutancką płytę „W końcu!”, obecność na polskich i europejskich składankach oraz ponad 100 zagranych koncertów. Zespół wystąpił na takich festiwalach jak Cieszanów Rock Festiwal, Altefrest Pankowisko czy Rock Nad Sanem.

Tracklista płyty „Urodzeni w PRLu”:
Carpe dzień (fight club) (gość Jakub „Stan” Stański / Warsaw Dolls)
Wara od mych marzeń (gość Paweł Leniart / Diaboł Boruta)
Nie słuchaj dobrych rad
1985
Post punk w post normalnym świecie
Pozdrowienia z linii frontu (gość Karol „Panku” Pankiewicz / Mindfield)
The KKK took my baby away
Jesteś piękna, gdy... (gość Kasia Ruszała)
Punkowa legitymacja.

Strona internetowa zespołu: www.thesabalabacala.com



czwartek, 27 października 2016

Premiera LP Śmierci Klinicznej "Nienormalny świat"






Premiera LP Śmierci Klinicznej 


"Nienormalny świat"


1 grudzień – 14 grudzień 

2017


Śmierć Kliniczna debiutuje na winylu 35 lat od daty powstania. Wtedy zespół nie miał szans na longplay, dziś wreszcie się udało! Na LP "Nienormalny świat" trafiły nagrania studyjne zespołu z sesji dla WFDiF i Tonpressu oraz trzy nagrania koncertowe. Wszystkie nagrania brzmią świetnie i z pewnością stanowią doskonały przekrój twórczości legendarnego punkowego zespołu. Czeka na Was 11 piosenek, wyśmienita szata graficzna autorstwa Mirka Makowskiego i rzetelny wydawca!
Szczegóły wkrótce! Udostępniajcie i dzielcie się tą dobrą nowiną!


Tutaj trochę informacji o Śmierci Klinicznej.












środa, 26 października 2016

Dziewczyna wilkołaka - Izabela Monika Bill








Izabela Monika Bill

Dziewczyna wilkołaka


Milena, pisarka z uzależnieniem seksoholizmu, w ramach odwyku, jedzie pisać książkę do Głuszycy koło Wałbrzycha. Jednak tak naprawdę to pretekst. Dziewczyna chce przede wszystkim odnaleźć swojego ojca i brata, z którym rozdzielono ją zaraz po porodzie. 
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że matka Mileny twierdzi, że zgwałcił ją ...wilkołak i zabrał brata Mileny do podziemnego miasta. Bohaterka ma w swoich żyłach pewną formę lykantropii, która rozwija się za sprawą przypadkowo poznanego mężczyzny, który nie stroni od uciech życia. Milena nazywa go prostakiem, to jednak nie przeszkadza mu fascynować się nią, do tego stopnia, że zdradza jej swoją mroczną stroną – jest wilkołakiem. 

Wplątuje Milenę w sieć swoich intryg. Pragnie jej i nie pozwala jej odejść. Zabija każdego faceta, który interesuje się nią. Pragnie jednego, aby Milena została jego żoną i dąży do tego po trupach. Doprowadza do jej pierwszej przemiany w wilkołaka. Kobieta oddaje mu swoje "dziewictwo", a także rodzi szczeniaki. Pomaga mu w znajdywaniu ofiar na obiad. 
Kiedy okazuje się, że są spokrewnieni... decydują się udawać, że tak nie jest. Książka obfituje w śmiałe sceny erotyczne bohaterki z wilkołakiem oraz krwawe sceny grozy. 

Tło do powieści tworzy niesamowity klimat Gór Sowich, podziemnego miasta, sztolni i tajemnic kompleksu Riese. Autorka książki w fantastyczny i makabryczny sposób przedstawia swoją wizję - konsekwencję spraw owianych milczeniem. Spraw, które działy się na wspomnianym terenie w czasie II wojny światowej.










Izabela Moniki Bill 



- wrocławska poetka, publicystka, aktorka w serialach paradokumentalnych (Dlaczego ja, Trudne sprawy, Detektywi w akcji, Oszukane, Zdrady, Czyja wina, Dzień, który zmienił moje życie), autorka 5 tomików („Seksapil duszy” Wrocław 2011 r., „Kameleony” Warszawa 2012 r., „Sztuka jedzenia jabłek” Inowrocław 2013 r., „Podróże poezją” Inowrocław 2014 r., "Erotyki motoryzacyjne" Inowrocław 2015 r.) Tworzy też kolaże motoryzacyjne. Jest prekursorką nowego nurto w polskiej, poezji współczesnej – nurtu erotyków motoryzaycjnych. Jest sekretarzem w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Artystów Plastyków i w Stowarzyszenia Polka International Oddział Wrocław. Należy też do Dolnośląskiej Grupy Literackiej NURT z Lubania Śl..Jest Laureatką konkursu fotograficznego "Szklane Szlaki Wrocławia".Jest twórczynią nowatorskiego nurtu we współczesnej poezji polskiej erotyków motoryzacyjnych. Została umieszczona w antologii "Poeci Polscy XXI wieku" 2015 r., jako jedna z 25. autorów polskich na świecie.




https://web.facebook.com/isabel.m.bill





środa, 17 sierpnia 2016

Friuli i Veneto - Sławek Rochaty






Friuli i Veneto 

(Wenecja Julijska i Wenecja Euganejska)


Wiem, że Włochy to najlepsze dla mnie miejsce na Ziemi. I się nie pomyliłem. Pierwsza moja wyprawa tam była przygotowywana kilka miesięcy (też dlatego, że jednak wyjazd z dziećmi). Rozeznanie wśród znajomych, sprawdzenie internetowych forów, zabezpieczenie kasy no i ostateczny wybór, rezerwacje, wpłaty rat… Uf, w końcu wyjechałem – początek lipca. Kierunek CAORLE nad Adriatykiem. W połowie drogi między Wenecją i Triestem.
To banalne i nudne, ale każdy o Caorle powie to samo – małe, fajne, urokliwe zabytkowe  miasteczko położone w pięknych krajobrazach – przed tobą błękitne morze, za tobą kontury Alp. Zieleń pól i drzewek piniowych, winnice, małe klimatyczne miasteczka, zabytki i wszędzie te typowe dla regionu strzeliste wierze kościołów… Co ważne i charakterystyczne dla regionu – piaszczyste plaże i jedne z najczystszych kąpielisk w całych Włoszech.
Mieszkałem w dzielnicy Porto Santa Margerita – 3 km od centrum Caorle. Zresztą całe wybrzeże to dzielnice głównie turystyczne. Ale wszystko utrzymane w podobnej konwencji architektonicznej. Turyści – głównie Włosi, Czesi, Słowacy, niemieckojęzyczni no i trochę Polaków. Ogólnie bez chamówy. 






Nie jesteśmy typem ludzi, którzy walną się na plaży i całe dnie będą tam spędzać. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że rzadko tam bywałem. Ciepłe morze, lekki wiatr i fale, na widnokręgu wzgórza Istrii. Nawet można było sobie spokojnie dobre miejsce znaleźć – co dziwne, bo część plaży była jakby „miejska” (czyli za darmo), więc bez wchodzących na plażę płatnych stanowisk – parasol i dwa leżaki… Szczególnie lubiliśmy tam wpadać wieczorem, kiedy ruszał przypływ… Co dziwne, jak na takie miejsce i bliskość sklepów z tanim, dobrym miejscowym winem, było pustawo i bez dziwnych akcji.
Wyprawa I – centrum Caorle
Niestety zrobiliśmy to w weekend… Korki, wszyscy walą do centrum. Trzeba było zaparkować ponad kilometr od centrum. Już na dzień dobry pierwsza atrakcja – most otwierany korbą, aby przepuścić żaglówki na kanale. Chwilę potem port. Podobno rano można tam kupić świeże owoce morza, ale ani ja tego nie jem, ani też przed godz. 8 nie wstawałem ;)
No i starówka. Klasyka włoska, deptaki ze straganami, sklepikami i restauracjami. Kolorowo, stylowo. Centralny punt to kościół św. Stefana i obowiązkowa wieża-dzwonnica w stylu weneckim. Wszystko z czasów średniowiecznych. Co ciekawe u nas w tym samym czasie stawiano toporne budowle, a u nich już zapędy artystyczne. Wieża oczywiście… krzywa. Chyba technologia nie nadążała za zamysłami artystycznymi ;)






Piękny deptak nadmorski – wielkie głazy oddzielają od morza, wiele z nich rzeźbiona – motywy głównie zwierzęce. Na końcu małe sanktuarium maryjne – świetnie to wszystko wyglądało, szczególnie, że gdzieś na morzu chodziła burza i granat nieba łamał się w błękicie wody.
Wyprawa II – Akwileja
To miasto powstało ponad 100 lat przed naszą erą i był czas, kiedy było jednym z najbardziej liczących się po Rzymie czy Mediolanie. Dziś w jego wielkości zostały tylko wykopaliska i piękna katedra. Przez przypadek zaczęliśmy od zaparkowania przy ruinach portu, tuż przed centrum. Okazało się, że dobrze się stało, bo w centrum parkingi zajęte a do tego płatne.
Aleja wysadzona cyprysami, nad rzeczką, którą kiedyś pływały stateczki rzymskie. W sumie kilkanaście kilometrów od morza. Ruiny portu pokazują, że to faktycznie było wielkie i ważne miasto. Kończąc kilometrowy spacer wychodzimy na tyły katedry. Wokół katedry są miejsca muzealne i część jest płatna – a jest tam największa zachowana mozaika wczesnochrześcijańska – z IV wieku. Sprawa się jednak rypła, bo źle ubranych, zbyt plażowo osób nie wpuszcza się nawet w darmowe miejsca kościoła…
Przed świątynią stoi kolumna z rzymską wilczycą. To tam rzadkość, bo dominują lwy – symbol św. Marka i Republiki Weneckiej. Ale Akwileja stała, zanim zbudowano Wenecję…
Za katedrą mały, klimatyczny cmentarz żołnierzy włoskich. Podczas I wojny tam przechodził front. Włosi odbijali z rąk austriackich rejony prowincji Friuli i Veneto.
Przy głównej trasie przez miasteczko znajdziemy jeszcze inne ruiny – a to domostw, a to kolumny forum romanum.






Niesamowite są tam podwórka tych starych domków w centrum. Kilkanaście krzaków winorośli, pomidory, cukinie… Gęsto, zielono i fajnie.
Kilkanaście kilometrów dalej na południe jest sławny kurort Grado. Ale tam już nie dotarliśmy… Tak jak do położonej 2o km na północ Palmanovej – miasta zbudowanego w idealnym dziewięciokącie… Cóż może następnym razem…
Wyprawa III – Wenecja
Są takie miejsca, że wydaje ci się, że nigdy tam nie dotrzesz, bo daleko, za drogo, bo coś tam i coś tam… Tak traktowałem Wenecję. Jednak los okazał się łaskawy i było mi dane zobaczyć to cudo.
Najlepsza dla nas była opcja – Punto Sabbioni. Tam chodzi tramwaj do Wenecji, jest łatwiej zaparkować i nie trzeba stać w korkach na autostradzie. 
Trochę jazdy po lagunie. Rano pojawiają się tam poławiacze krabów i reszty tego. Wdzięczny jestem koledze, że kazał mi jechać z samego rana. Faktycznie po godz. 10 Wenecja jest już jak autobus miejski w godzinach szczytu…
Z dala widać wierze kościołów miasta św. Marka. Fajnie wygląda, gdy tak buja się to w oddali. Jeszcze tylko przystanek na wyspie Lido i wjeżdżamy do zatoki! Ciary przechodzą, gdy się to wszystko widzi i masz świadomość, że za chwilę dotkniesz tego, co było nieosiągalne. 
Oczywiście wysiadamy nieopodal pl. św Marka. Pierwsze mostki na kanałach, pierwsze gondole… Ludzie rzucają się do robienia zdjęć, ale raczej oszczędzajcie baterie ;)
Z jednej strony wyspy St. Giorgio Maggiore i Giudecca – zabytkowe budowle w zieleni. Z drugiej dojście do placu. Między Pałacem Dożów, Bazyliką, a wieżą dzwonniczą – symbolami miasta. Jak już zerkniesz na szczegóły tych budowli, to ci kopara opadnie. Detale, złocenia, malowidła. Nie wiem jak człowiek to mógł zrobić. 






A potem już bujnęliśmy się między uliczki miasta. Robi to wrażenie, tym bardziej, że to jednak miasto kontrastów. Cudowne zabytki i sypiące się ze starości, nie remontowane kamieniczki. Kolory butików i sklepików oraz bure wody w kanałach oraz żebracy. Przebiliśmy się nad Grand Canal. W okolicach sławetnego mostu Rialto jest kawałek deptaku, bo w głównej dzielnicy San Marco to rzadkość. No cóż, każdego nogi już bolały, więc według słońca ruszyliśmy z powrotem na plac św. Marka. Oczywiście pogubiliśmy się w wąskich na jedną osobę uliczkach i mostkach na kanałach. Dzięki temu zobaczyliśmy trochę innej Wenecji… Kiedy udało się nam dotrzeć do głównych ulic, przeżyliśmy szok. Tyle było ludzi, że ledwo poruszaliśmy się do stacji tramwajów.
No cóż – niesamowite przeżycie. I parę mitów przy okazji padło. Po pierwsze, aż tak nie śmierdzi ;) Trochę typowego zapachu morza, starych kanałów i zaułków zaszczanych przez turystów, bo o WC nie jest tam łatwo. Po drugie, nie jest aż tak drogo, aby brać ze sobą kanapki – ale wodę lepiej mieć ;) Trzeba tylko lekko zejść z głównych szlaków (uwaga na pazerne mewy, które atakują jedzących przy pl. św Marka). Po trzecie nie wszyscy Włosi są mili. Zmęczeni tłumami turystów…  Czuć czasem lekkie napięcie lub przedmiotowe traktowanie. No i kelnerzy restauracji gonią każdego kto przycupnie przy stoliku lub na krawężniku. 






Droga przez Friuli i wschodnie Veneto
Nie sposób nie wspomnieć o tym co widać po drodze. Wjeżdżając od strony Austrii i okolic Villach. Pięknie to wszystko wygląda. Wysokie góry wśród których kręcą chmury. Lasy i miasteczka u podnóża gór, ze strzelistymi wieżami oczywiście. Tunele, niektóre ponad 2 km. Pełne kamieni pustawe koryta błękitnych rzek. Stare wiadukty. Można się przylepić do szyby i patrzeć ;)
Wszystko kończy się za Udine i tam już jest płasko. Pola kukurydzy, słoneczników i winorośli. Sporadyczne place lasów – drzewa posadzone chyba przy linijce. Porzucone gospodarstwa wśród uprawianych pól. Nie wiem o co chodzi, ale to mnie intrygowało. Tyle opustoszałych domostw… Co jakiś czas przy drogach lokalnych stoją wiaty z owocami, warzywami, winem i oliwą. Ta ostatnia jest z Apulii, reszta lokalna. Tam najlepiej się zaopatrzyć, bo ceny korzystne. 
Nie dziwię się, że są sklepy, gdzie nie można znaleźć piwa (jest, ale prawie niewidoczne). Kto by to pił!  Mają tam zajebiste wino, które z nalewaka można kupić nawet w marketach – po 2 euro za litr. 
Byłem w raju, musiałem jednak wrócić

Sławek Rochaty